„IDŹMY Z RADOŚCIĄ NA SPOTKANIE PANA”

Aktualności

„Idźmy z radością na spotkanie Pana” to słowa pochodzące z kart Pisma Świętego. One wydają się być idealnie dobrane do pierwszej niedzieli Adwentu, którą dziś przeżywa Kościół katolicki. Bo przecież Adwent to czas radosnego oczekiwania na przyjście Jezusa. Myśląc o Adwencie w kontekście radości, należałoby zadać sobie retoryczne pytanie-, czym dla nas dzisiaj jest radość? Czy ktoś tej prawdziwej radości z Bożego Narodzenia nie chce nam odebrać? Czy ta radość nie jest jakaś oszukana? Jest ona na pewno pojęciem wielowymiarowym.

Choć może się to wydawać banalne, a dla niektórych przesadne i naciągane, ale całe te cztery tygodnie do Wigilii Bożego Narodzenia będą walką o tę właściwą formę radości. Walką gdzie po jednej stronie szali jest skupienie się na dwóch aspektach przyjścia Chrystusa – na końcu czasów oraz Jego narodzenia w betlejemskiej szopie, a po drugiej stronie wszystko to, co ma nas od tych praktyk i myśli skutecznie odciągnąć z nadużyciem symboli świątecznych, w tym również chrześcijańskich do komercjalizacji tych pięknych świąt wyłącznie.

Nie bez powodu księża i biskupi z papieżem Franciszkiem na czele w okresie Adwentu wzywają wiernych do czujności i modlitwy. Wzywają, by to przede wszystkim nasze serca były gotowe „na spotkanie z Panem”. Z drugiej strony „wzywają” nas specjaliści od marketingu, reklamy i sprzedaży; wzywają nas media społecznościowe do tego, aby to im poświęcić swoją uwagę. Często zabiegi te wykonują dużo wcześniej niż w kościele katolickim zaczyna się okres Adwentu.

Dwie dekady temu dziwiły nas obrazy zachodnich ulic i witryn sklepowych, w których od połowy listopada widoczny był świąteczny przepych. Dziś takie podejście do Świąt Bożego Narodzenie (podkreślmy BOŻEGO NARODZENIA!) rysuje się w naszej Ojczyźnie. Jedna z pomorskich gazet rok temu tak pisała o świątecznym jarmarku: „Widowiskową Paradą Piernikową rozpoczęła się w sobotę, 23.11.2019, tegoroczna (…) edycja Jarmarku Bożonarodzeniowego w Gdańsku. W tym roku (…) do odwiedzenia są 52 stoiska gastronomiczne i ponad 40 kramów z rzemiosłem i ozdobami. Gości już na samym początku wita słynny Łoś Lucek, który mówi ludzkim głosem. Z Anielskiego Młyna spoglądają na nas Trzej Królowie, anioły i święci. Nie brakuje również elfów i Królowej Śniegu ze swoją świtą(…). Podobnie jak w ubiegłych latach, na Targu Węglowym pojawił się także zakątek dla zakochanych pod jemiołą i bajkowa karuzela.” Wszystko to piękne dokładnie jak z bajki….. Dobrze, że wspomniano o Trzech Królach, bo inaczej można by sądzić, że ów bożonarodzeniowy targ ma niewiele wspólnego z Bożym Narodzeniem właśnie. A gdzie Święta Rodzina z Dzieciątkiem Jezus, postaci, bez których nie byłoby ani Świąt ani naszego zbawienia? A może tak miało być….Przecież przeszło dwa tysiące lat temu też nie znalazło się dla Nich miejsce w żadnym domostwie, w żadnej gospodzie. Czy więc znajdzie się dla Nich miejsce w naszym sercu? Jeśli tak, to duchowe przygotowania do Świąt musimy zacząć już dzisiaj. Jeśli nie, to prawdopodobnie bohaterem takich Świąt będzie Mikołaj. I to niekoniecznie Święty; po prostu Mikołaj – pierwszoplanowa postać wszystkich filmów, reklam, bilbordów, marketowych półek i okładek gazet. Wspomniany jarmark, który jest tylko przykładem jednym z wielu rozpoczął się 5 tygodni przed czasem i dokładnie tydzień wcześniej niż zaczyna się Adwent – czas szczególny i święty. Czy to zbieg okoliczności czy przemyślana strategia działania? Czy to nie pułapka, w którą wpadamy czasem zupełnie bezwiednie? A niekiedy na własne życzenie z powodu braku wspomnianej czujności, modlitwy i zachowania w życiu właściwych proporcji…

Można się oburzyć, można krytykować, można też stwierdzić, że nie ma w tym nic złego czy niestosownego. Ale chyba najlepiej zapytać samych siebie czy ów panujący „świąteczny szum” przekłada się także na nasze przeżywanie wiary. Czy i my w codziennym biegu nie skupiamy zbyt dużej uwagi na materialnym wymiarze świąt? Wieniec z bombkami na drzwiach, kolorowe pierniczki, świąteczne skrzaty, bałwan, renifery, suto zastawiony stół i prezenty…..wszystko jest – wiec mamy święta! I to ma być ta radość? Wszystkie te dodatki maja też swój urok i mogą nam jedynie pomóc w przeżywaniu tego szczególnego czasu, ale nie mogą stać się ich sensem. Jeśli zmarginalizujemy nadchodzący czas do materii i konsumizmu to daremne nasze czekanie na spotkanie z Jezusem. Spotkać możemy jedynie karykaturę świąt, fałszywy obraz, który z chrześcijańską radością nie ma nic wspólnego.

Adwent to czas nadziei. To Roraty, droga do kościoła. A w mroku Świątyni płonąca świeca – znak Maryi. Adwent to zatrzymanie się nad istotą wcielenia – nie tylko w wymiarze historycznego wydarzenia, ale z perspektywy autentycznego objawienia się Boga w ludzkim ciele. To przyglądanie się Maryi w Jej pokornym oczekiwaniu; to zatrzymanie się nad osobą Świętego Józefa, którego milcząca postawa prowadzi do wiary i przyjęcia bez zastrzeżeń woli Ojca. Papież Benedykt XVI w jednym z przemówień tak skomentował Oblubieńca Matki Bożej i ziemskiego opiekuna Jezusa: „ Pozwólmy się zarazić milczeniem świętego Józefa. (…) Bardzo nam tego potrzeba w świecie zbyt hałaśliwym, który nie sprzyja skupieniu i wsłuchaniu się w głos Boga”.

Dziś w naszej Świątyni zapłonęła jedna z czterech adwentowych świec. Niech te płomienie rozpraszają ciemność naszej codzienności, naszych domów, naszych relacji z bliźnimi. Niech płomień nadziei i modlitwa Kościoła pomaga nam odczuć bliskość wiernego Boga i poruszy sumienia nas wszystkich, byśmy dostąpili łaski prawdziwie radosnego spotkania z Nowonarodzonym Panem i z wewnętrznym spokojem oczekiwali na powtórne Jego przyjście.